Jak już kiedyś wspomniałam, kłótni wygrać nie można, to dlaczego wciąż staramy się to osiągnąć? Pewnie wiele razy trafiłeś/aś na człowieka, który wdawał się z Tobą w potyczki słowne. Z własnego doświadczenia wiem, że to do niczego nie prowadzi. Jak każdy dawałam się sprowokować, zaczęłam szukać argumentów, które udowodnią moją rację. Na próżno. Zdarzało się także, że mówiłam to, czego nie powinnam, raniąc przy tym drugą osobę. Niestety najwięcej kłótni ze mną przeżył mój były chłopak. Dużą wagę przy rozstaniu miały właśnie tego typu spory. Nawet gdybym bardzo chciała cofnąć czas, to wiem, że tego zrobić nie mogę. Jedyne więc co mi pozostało to wyciągnąć wnioski i żyć dalej.
Rzeczą oczywistą również jest to, żeby do kłótni nie włączać osób trzecich. Udowadniając swoją rację stawiamy w niezręcznej sytuacji nie tylko oponenta, ale także osobę, którą właśnie włączyliśmy do rozmowy. Jedyny sposób, w jaki możemy zwyciężyć w kłótni jest jej unikanie.
Unikaj zawsze stawiania sprawy na ostrzu noża.
,,Jeśli wdajesz się w spory, dyskusje i kłótnie, możesz czasem osiągnąć zwycięstwo. Ale będzie to zwycięstwo próżne, ponieważ nigdy nie pozyskasz dobrej woli swojego oponenta''
- Ben Franklin
Możesz mieć stuprocentową rację ale wszystkie Twoje wysiłki, by nakłonić rozmówcę do zmiany jego zdania, będą tak bezowocne, jakbyś jej nie miał.
Kłótnia jest zawsze Twoją przegraną. Dlaczego? Ponieważ jeśli przegrasz, to przegrałeś, a jeśli wygrasz, to i tak przegrałeś. Przypuśćmy, że zatriumfujesz nad innym człowiekiem, obracając w gruzy wszystkie jego argumenty. Udowodnisz mu, że jest non compos mentis. I co wtedy? Ty poczujesz się świetnie, zaś drugiemu pokażesz jego niższość, zranisz jego dumę. Z resztą ,,Kto poległ w kłótni wbrew swej woli, opinii swojej nie odstoi''. Podstawą inteligentnej kłótni jest przyjęcie punktu widzenia rozmówcy.
Lepiej zejść z drogi psu niż zostać przezeń pogryzionym walcząc o prawo przejścia tamtędy. Nawet zabicie psa nie zmieni bowiem faktu, że zostałeś pokąsany.